Notatki znad Niemna


Reklama:



Inne linki:



Partnerze:

KRESY
Kategorie: Wszystkie | Grodno
RSS
niedziela, 19 kwietnia 2009
Czy jest białoruskie Google?


Trzeba sprawdzić jednak ręcznie...
piątek, 06 lutego 2009
Za stadionem


Scena przed Owirem, gdzie pani sekretarz zwykle z niedowierzeniem na mnie się patrzy i pyta: po co pan znów przyjechał?
wtorek, 03 lutego 2009
Wy tam w Warszawie przedstawić sobie nie możecie,
co to jest dzisiaj Litwa, jak my tu żyjemy.
Jak smutnym, martwym, gobowcym jest Grodno. Trzeba tu żyć, aby o tym wiedzieć. Nie idzie za tym, aby przepadło tu wszelkie dobro, tylko że jest ono przywalone tak ciężkim brzemieniem, że ledwie oddycha. Czy brzemię to spadnie, zanim ducha wyzionie ono?

Eliza Orzeszkowa 1882

środa, 13 lutego 2008
Gdzie jest ta ulica, gdzie jest ten dom...


Oto obszar byłego ghetta według ostatnego planu miasta Księgarni E. Iberskiego z 1937 roku. Był wtedy pokazany w oddzielnej grafice, dlatego że uliczki były zbyt wązkie. Dziś po nich nie ma śladu.
Odyseja pewnego pociągu
Jeszcze na krótko przed niemieckim napadem na Związek Radziecki wywieziono setki Grodnian w stronę Kazachstanu. Świadczą o nim wspomnienia Jana Puchcińskiego, który opisuje dalszy bieg wagonów, które Niemcy zbombardowali tuż pod Baranowiczami. Dziś miasto nad Niemnem prawie zapomniało o podwójności własnej tragedii. Słychać tylko głośny huk postradzieckich rytuałów lub szeptanie pojedynczych grup. Z IV RP wiało patriotyzmem kresowym, ale i on skupiał się na losie tylko części ofiar. Nie ma dziś również żadnej wzmianki o tym, że to nie były ofiary wyłącznie z katolickich rodzin, ale i z żydowskich oraz prawosławnych. Jest zatem propaganda ze wszystkich stron, która głosi, że Grodno walecznym był. Tak, były takie próby podjęte, byli i dzielni harcerzy, syjoniści a nawet komuniści, ale jednak wojna oznaczała dla większości mieszkańców przede wszystkim przyglądanie się mordu jednej połowy mieszkańców przez Niemców oraz wywózkom jednej trzeciej przez Sowietów. Z Grodna „do wyzwolenia“ nawet tysiąca żołnierzy nie było! Politrucy się wycofali na tył frontu, a kto miał iść i walczyć w szeregach niemieckich lub radzieckich? Żydzi? Polacy? Białorusini? Ci którzy zostali po 1944 roku i tak byli podejrzani – jak można było wyżyć pod okupacja? Ale wystarczy już ogólnych rozważań: słuchajmy świadka, który przeżył radziecką wywózkę oraz niemieckie bombardowania. Jego opowieść jest o tym, dlaczego nie ma już tamtego Grodna.
piątek, 08 lutego 2008
Szare ale jare


Tak równiez wyglada przepiekne miasto nad Niemnem. Pamiec i teraznieszosc nieobowiazkowo ida w parze...
niedziela, 18 listopada 2007
To nie było miasto – to był sam wdzięk
W 1940 roku w wieku dziewięciu lat Jerzy Kszysztoń wraz z matką został zesłany z Grodna do Kazaschstanu. Wspomnienia z tamtych czasów opublikował w 1978 roku w formie powieści pod tytułem „Wielbłąd na stepie“. Fragmenty z wyobrażonej pamięci matki zrozumieć należy przede wszystkim na tle doświadczeń zesłania. Tak jak to we wspomnieniach z dzieciństwa miasto stało się miejscem wymarzonym, swojego rodzaju atlantydą nadniemieńską. Dlatego też warto zwrócić uwagę na „Napis na starym kamieniu“, jakim autor uprzedza swój tekst: „Cokolwiek przeżyłeś w dobrym czy złym – zdejmij pieczęć z pamięci.“
sobota, 03 listopada 2007
Popsa granic nie zna


Na tle fary: Oto stuprocentowe dziewuszki, które przekonują, że nie ma sensu żyć przeszłością. Rzeczywistość jest tu i teraz. Czy tak nie jest?
środa, 31 października 2007
Dos lid fun szklaf: Pieśń niewolnika
Lajb Najdus (1890 - 1918)

Królowej służę, moją panią
Osłaniam, strzegę jej codziennie,
I krok za krokiem chodzę za nią
Niby jedwabny, ślepy cień jej.

Kraj mój daleko jest ode mnie.
I nie obchodzi to nikogo,
Że niewolnicy tu bezsennie
Nocami tylko płakać mogą.

Obcy mi jaspisowy pałac
I z brył bursztynu tron bogaty.
Byle mi ona dozwalała
Całować rąbek swojej szaty.

Gdy z tragarzami na spacerze
Lektykę jej w ramionach trzymam,
Ona w swym łożu nie dostrzeże,
Jak, milcząc, błagam ją oczyma.

Czasem uchyli moja pani
Jedwabnych fioletowych zasłon.
Więc kryję wzrok pod powiekami,
By to, co płonie w nim, przygasło.

W kadzideł lekkich aromatach
Woń płynie ziół upajająca,
Z zapachem ciała jej się splata
I w głowie myśli mi zamącą.

Jedwab, u dłoni bransolety
I złoty kolczyk nos upiększa.
Ale jej oczy drwią, niestety,
Wzgarda wyziera z nich najgłębsza.

Zapada noc. Głos pieszczot z bliska
Dobiegać będzie, nim zadnieje.
I znów przekleństwa na nią ciskam,
I znowu pozdrowienia ślę jej.

przekładał Jerzy Ficowski

Lejb Najdus urodził się w Grodnie, 6 XI 1890 roku; wychowywany w inteligenckiej żydowskiej rodzinie, od dzieciństwa posługiwał się kilkoma językami. Pierwszy wiersz po hebrajsku napisał mając 10 lat, niewiele później zaczął pisać utwory po rosyjsku. Debiut w języku żydowskim - jidisz - miał miejsce w roku 1907. Wiersz 17-letniego wówczas Lejba opublikowała warszawska "Roman Cajtung". Od tego momentu zaczęła się błyskawiczna kariera literacka młodego poety. Współpracował z największymi periodykami literackimi świata żydowskiego. Poza samodzielnym pisaniem wierszy (wydał trzy tomiki poezji), zajmował się tłumaczeniami poezji rosyjskiej i francuskiej. Zmarł bardzo młodo - w wieku 28 lat - 23 XII 1918 roku. Już pośmiertnie ukazał się sześciotomowy zbiór jego niepublikowanych wcześniej utworów.

Źródło: Forum Żydów Polskich
środa, 03 października 2007
Było, minęło

To zdjęcie opublikowane na tym blogu w 2005 roku nie jest tylko przeszłością dlatego, że odszedł tam ten czas. Wraz z tak zwaną rekonstrukcją starego miasta postradzieccy władcy Grodna dali zgodę na usunięcie całego bruku na ulicy Sowieckiej, niegdyś Dominikańska. Położyli w latach 1930ych nowoczesny wtedy materiał - połączenie kamieni polowych z cementem - bezrobotni Grodna. Krawężnik nosił znamiona magistratu miasta Grodna. Nie był to urząd, który zadbał o wszystkich mieszkańcach miasta, nie wiodło się wtedy miastu najlepiej - ani ekonomicznie, ani we współistnieniu różnych kultur. Nawet pomniki historyczne nie były najlepiej zadbane. Ale magistrat nigdy nie zniszczył nagminnie dorobku przeszłych Grodnian. Z jednym tylko wyjątkiem. Cerkiew Aleksandra Newskiego na ówczesnym placu Wolności została zniesiona jeszcze w 1938 roku - oficjalnie, dlatego że przeszkadzała ruchowi ulicznemu. Świątynia "prawosławnych Polaków" której kamień węgielny w tym samym czasie został położony na uboczu Grodna i na budowę której były przeznaczone cegły rozebranej świątyni nigdy nie została wybudowana. Tak jak mało kto pamięta cerkiew, dziś prócz garstki entuzjastów zrzeszonych wokół strony www.harodnia.com mało kto przeżywa ubytek kamienego pomnika przeszłości.
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8