Notatki znad Niemna


Reklama:



Inne linki:



Partnerze:

KRESY
Blog > Komentarze do wpisu
Szacunek dla przyszłości
Grodno jest wszędzie gdzie żyją Grodnianie. W Polsce nie ma zakątka gdzie ich by nie było. A w Warszawskim domu Polonii co tygodniowo nawet trzy spotkania się odbywają. Działa tam towarzystwo im. Elizy Orzeszkowej, są Grodnianie pod znamionami Mickiewicza no i „niezrzeszeni“. Nie ważne co ich dzieli – łączy ich pamięć jednego miasta i najczęściej również jednego czasu. W Polsce charakterystyczna jest mieszanina tęsknoty za kresami z odrobiną patriotyzmu (który w czasach dzisiejszych wydaje się być wręcz ponadoboziązkowy zarówno w Mińsku jak i w Warszawie czy też w Berlinie), przeżywanie własnych represji, które dla nich krztałtują jedną całość z dzisiejszymi prześladowaniami Polaków na Białorusi. Najbardziej konsekwentnym pod względem Grodzieńskości jest owszem Bohdan Horbaczewski, który mieszkając w Toruniu, nie tylko zbiera wszystko o nadniemieńskim mieście, ale i jeździ tam kiedy tylko może. W Warszawie bywa obowiązkowo raz na miesiąc. Ma świeżą pamięć i wiele wie. Można powiedzież, że jest epicentrum grodzieńskości.
Ale Grodno to nie tylko polska kraina pamięci. Wciąż zyją Żydzi grodzieńscy, którzy ocalali i w swojej większości wyjechali po wojnie. Dla nich pamięć o Grodnie, to jedynie ból, nic nie może ich ucieszyć, utrata najczęściej całej rodziny oraz całego otoczenia, wszystkich kolegów z klubu sportowego lub hacerzy trudno przezwyciężyć. A więc dla większości izraelskiego i amerykańskiego Grodna – jest jako punkt odniesienia martwy, podobny do cmentarza, który może ożywia pamięć w pomencie poświęcenia się jemu, ale na ogół pozostaje miastem martwych. Tak nawet jest dla tych niewielu już żydowskich Grodnian którzy pozostali nad Niemnem. Żyją w martwym dla nich otoczeniu. Niepatrząc na to, Feliks Woroszylski, wnuk słynnego chirurga i syn dobrze nigdyś znanego poety kommunistycznego, zaczęł się interesować losem miasta dopiero po śmierci jego ojca. Z tych pór zbiera poztówki grodzieńskie i dziś posiada największą swojego rodzaju kolekcję na świecie. Dla niego swoiste hobby nie jest przezwyciężeniem śmierci miasta, tylko ożywienie pamięci, które tylko pozonrnie jest zwrócone ku przeszłości. Ale w istocie to Woroszylski siedząc w Hamburgu dba o przyszłość miasta, który nie dba o swoje korzenia.

A miasto na tych pocztówkach jest tylko jedno. Nawet jak można się na niektórych dopatrwać żydowskiego kwartału lub zobaczyć Białorusinów na rynku czy Polaków pod domem strzelców, to miasto w pamięci tych i tam tych jest tylko częścią jednej całości. Tak jak dzisiaj, kiedy korzenia miasta są niszczone na oczach wszystkich jej mieszkańców, przeżywają wszyscy ci, którym zależy na Grodnie historycznym. Wypędzony Polak, ocalały Żyd czy histoyk Białorusin w takim samym stopniu przeżywają brak szacunku tego miasta które kochają. Jestem z nimi.
piątek, 09 kwietnia 2010, ewropa

Polecane wpisy