Notatki znad Niemna


Reklama:



Inne linki:



Partnerze:

KRESY
Blog > Komentarze do wpisu
Komputer zamiast Polskiego
Wnuk moich przyjaciół Białorusinów nienawidzi język białoruski. Uważa że to język chłopski, chociaż już w drugim pokoleniu jego rodzina mieszka w Grodnie. A dziadkowie posługujący się na co dzień białoruskim tłumaczą mu, że to język ich kultury, że to coś swoistego. A on na to: derewieńszczyzna i wsjo.
Fakt, że sam zaciąga często po miejscowemu, a więc trasjanką, której się tak boi, nie przekonuje go do racji dziadków. Mama jego zna białoruski, ale nie używa go. Ojciec, z pochodzenia polakiem, w życiu rodziny jest nieobecnym, więc nie troszczy się o wychowanie swojego potomka. W tak beznadziejnej sytuacji pomyślałem sobie, że dla przyszłości młodzieńca istotne jest, żeby się nauczył języka Polskiego. No bo jak to można żyć na pograniczu znając tylko Rosyjski średniej jakości! A kiedy się nauczy domniemanego języka przodków ze strony ojca zrozumie, że Białoruski nie jest żadną wiejską, a istotną sprawą, coś więcej niż miejscowa gaworka pomiędzy Polskim a Rosyjskim. Ale to zrobić? Wytargowałem z nim kontrakt, bardzo jasny: jeżeli się nauczy Polskiego tak, aby rozmawiać swobodnie, to ja mu przywiozę sprawnego laptopa, bo taki mu i tak potrzebny będzie dla nauki, a później, aby zająć się swoją sprawą. Aby eksperyment miał szansę na powodzenie, sam z chłopcem poszedłem do Macierzy Szkolnej i go zapisałem do początkujących. Tam się cieszyli, że dobry wujek z Polski przyprowadził polską duszę do właściwego pudła. O naszym kontrakcie owszem nie była mowa – była tam zapisana klauzula tajności. A więczaczął się chłopiec uczyć, na początku jeszcze mniej lub bardziej. Ale z czasem coraz gorzej. Nie nawiązał kontaktu z pozostałymi uczniami, szwędał się podczas lekcji i już nie nadążał. Potem kombinował, aby wcale już nie chodzić ani do szkoły ani do macierzy: chorował na siłę, aż już nie było szans aby przejść do następnej klasy języka polskiego. Tymczasem się okazało, że polszczyzna nie jest to wcale nie taką prostą sprawą i że nie wystarczy mówić po białorusku (bo troszki to się umie, no nie...) z kościelnym akcentem. A więc szybko komputer jako cel przestał istnieć. Nie tak bardzo zależało mu na nim w tym układzie. I nie tak bardzo zależało jego rodzinie na tym, aby rzeczywiście nauczył się języka rodziny jego ojca, który jest obecny tylko swoją nieobecnością. Ostatecznie chłopiec plunął na nasz kontrakt i zmienił strategię: trzeba namawiać mamę, aby kupiła komputer na gry. Już niecały rok później powtórzenie mantry miało skutek. Od tego momentu już w ogóle nie trzeba wychodzić na dwór. Po co koledzy, kiedy ma się peceta! Jaki jest wynik eksperymentu? 1. Że nie zależy od nagrody, a od woli oraz otoczenia, aby młody człowiek, nauczył się rzeczy niezbędnych dla jego przyszłości. 2. Nawet mając 14 lat sam człowiek zadecyduje o swojej przyszłości, rzucając na wagę wszystko, czego do tej pory nauczył się o świecie, w którym żyje. 3. Chłopiec dalej będzie mówił słabym rosyjskim, nie nauczy się już dobrowolnie ani Białoruskiego, ani Polskiego. Czy ma przyszłość? Zobaczymy.
piątek, 17 sierpnia 2007, ewropa

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: , *.generacja.pl
2007/08/22 01:17:16
Ciekawa historia. Jakim więc językiem chce się ten chłopiec posługiwać w dorosłym życiu ?
-
ewropa
2007/08/24 01:48:48
Zobaczymy... chyba po rosyjsku z lekkim, ale odczuwalnym akcentem białoruskiego! Nie da się przecież uciec od swoich korzeni, czy się da?
-
Gość: , *.generacja.pl
2007/08/30 02:17:27
Można całe zycie uciekać ...
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/01/01 09:58:55
Powinien zająć się polityką !! W Polsce spora część polityków operuje słownictwem nie wykraczającym poza ramy szkoły podstawowej a finansowo całkiem nieźle ciągną ;)

A tak w ogóle to wszystkiego dobrego w Nowym Roku! :-)