Notatki znad Niemna


Reklama:



Inne linki:



Partnerze:

KRESY
Blog > Komentarze do wpisu
Bez duszy
Przetrwał w Grodnie dom, w którym spędziła ostatnie dziesięciolecia swego życia Eliza Orzeszkowa. Co prawda, raz go rozebrano i przeniesiono kilka metrów dalej. Ale podobno ten kolor niebieski jest taki sam jak sto lat temu, kiedy to pisarka pozytywistka urządziła tu tajną szkołę i bibliotekę publiczną na rzecz polonizacji zrusyfikowanych rodaków.

A kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych odrodzenie polskości na utraconych już na zawsze Kresach znów nabrało podobnego rozmachu jak sto lat temu, stworzono w owym domku pokój pamięci, poświęconym "pisarce postępowej", która ze względu na jej sentyment dla biednych była jedyną postacią przedwojennego Grodna uznaną przez sowietów. W sali obok, w czytelni biblioteki uniwersyteckiej, wisi jeszcze radziecka wystawa z roku 1967, w której Orzeszkowa występuje jako wielka rzeczniczka socjalizmu i przebudzenia narodu. W pokoiku pamiątkowym natomiast urządzono dziewiętnastowieczne wnętrze na podstawie starych fotografii, skopiowano płótna, krzesła, umieszczono podarowane książki, gazety i upominki. Zarówno o wygląd sali, jak i o gości dbała pani Ejsmont - niegdyś nauczycielka języka, która z biegiem lat coraz bardziej upodobniła się do samej Elizy Orzeszkowej. A jako, że jest osobą upartą, to nie chciała sporządzić inwentarzu: kto co przyniósł, co należy do biblioteki, a co do Związku Polaków. Nie jest to przecież potrzebne, aby taki pokoik mógł istnieć. Była tak oddana muzeum, że nikt się nie skarżył, choć na Białorusi inwentaryzacja jest obowiązkowa nawet w przypadku pokoików muzealnych, o czym każdy dobrze wiedział. Minął rok bez kłopotów. Pani Ejsmont spokojnie siedziała w fotelu Orzeszkowej i pod świeżymi kwiatkami czekała na gości. Przewinęło się ich tu tysiące. Ale w czasach, kiedy kontrola państwowa zagraża istnieniu wszystkich instytucji, uniwersytet, który jest gospodarzem budynku, zażądał ostatecznie inwentaryzacji pokoiku. Teraz jednak pani Ejsmont już za bardzo nie wiedziała, co od kogo dostała. I po co w ogóle ten szum. Zaczęły się więc niemiłe dyskusje, wskutek których twórczyni tego miejsca odeszła z pracy. Zrezygnowała całkowicie. Zmiany w mieście przemilczano. Pokoik działa nadal, choć bez pani Ejsmont jest jak bez duszy.
wtorek, 29 listopada 2005, ewropa

Polecane wpisy